Bracia Velme i Audi S1 E2 na Polskim Rajdzie Legend

Ivars i Andris Velme. Bracia, którzy przywracają Grupę B do życia
Są samochody, dla których kibice przyjeżdżają na rajd. Są też załogi, przy których tłum zaczyna przesuwać się w stronę zakrętów jeszcze długo przed ich pojawieniem się na oesie. Podczas Polskiego Rajdu Legend 2026 bez wątpienia należeli do nich Ivars i Andris Velme. Ich Audi Sport Quattro S1 E2, szerokie poślizgi i charakterystyczny dźwięk pięciocylindrowego silnika ponownie stały się jednym z najbardziej widowiskowych elementów całej imprezy.
Łotewscy bracia nie przyjechali do Polski po raz pierwszy. Po ubiegłorocznym występie wiedzieli już, czego mogą spodziewać się po Kotlinie Kłodzkiej i polskich kibicach.
Ivars nie ukrywa, że decyzja o powrocie była łatwa.
„Atmosfera była niesamowita. Wybierając się w tym roku do Polski, wiedziałem już, że będzie to wielkie wydarzenie. Polscy kibice są szaleni, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, i było to fantastyczne rajdowe święto.”
Zapytany, co sprawiło, że ponownie wybrał właśnie Polskę, odpowiedział:
„Byliśmy na tym wydarzeniu już w zeszłym roku. Bardzo podobały nam się odcinki specjalne oraz ogromna radość, jaką ludzie okazywali w związku z rajdem i modelem Audi Quattro.”
McRae jako inspiracja. Bokiem nie tylko dla kibiców
Kto widział Ivarsa na oesie, ten prawdopodobnie szybko zauważył jedną rzecz.
To nie jest kierowca, który traktuje pokazową klasę jako spokojny przejazd historycznym samochodem.
S1 E2 ma być widoczne. Ma być słyszalne. I kiedy tylko pozwalają na to warunki, ma jechać bokiem.
Co ciekawe, nie jest to styl stworzony specjalnie na potrzeby Rajdu Legend.
„Naprawdę podobał mi się styl jazdy Colina McRae. Od samego początku mojej kariery rajdowej przyjąłem styl obejmujący szerokie poślizgi, ponieważ sprawia mi to radość. Kibice również uwielbiają szybkie, szerokie poślizgi.”
To chyba najlepiej wyjaśnia fenomen tej załogi.
Velme nie jedzie efektownie tylko dlatego, że przy zakręcie stoi kilkaset osób z telefonami.
Sam chce w ten sposób prowadzić samochód.
Kibice dostają widowisko, ale kierowca również czerpie z niego ogromną przyjemność.
Jak kontroluje się Audi S1 E2 w pełnym poślizgu?
Z zewnątrz wygląda to spektakularnie. W środku oznacza jednak walkę z konstrukcją, która niewiele wybacza.
Ivars zwraca uwagę przede wszystkim na nietypowe proporcje Audi.
„Audi S1 E2 jest trudne w prowadzeniu. Wynika to w dużej mierze z bardzo krótkiego rozstawu osi oraz silnika wystającego poza przednie koła. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić.”
Do tego dochodzą drogi Kotliny Kłodzkiej.
„Polskie drogi są bardzo wąskie i szybkie. Początkowo nieco się denerwowałem, ale to uczucie mija, gdy tylko ruszy się z miejsca.”
Jeszcze ciekawsze jest to, w jaki sposób Ivars przygotował samochód do swojego charakterystycznego stylu jazdy.
„Opracowałem już dobre ustawienia mechanizmu różnicowego z blokadą. Dzięki użyciu hamulca ręcznego przed zakrętem mogę kontrolować poślizg na całym łuku, wykorzystując napęd na wszystkie koła Audi.”
Jest jednak jeden warunek.
„Wymaga to wejścia w zakręt z dużą prędkością, więc jedziemy w klasycznym stylu rajdowym, ścigając się z czasem.”
Innymi słowy, widowisko nie polega wyłącznie na efektownym zerwaniu przyczepności. Samochód trzeba odpowiednio ustawić jeszcze przed zakrętem, a następnie wykorzystać napęd quattro do utrzymania go w kontrolowanym poślizgu.
Spalona. Odcinek stworzony dla Quattro
Zapytaliśmy Ivarsa, który z polskich oesów najbardziej pasuje do jego Audi.
Nie chciał wskazywać słabego odcinka.
„Podobały mi się wszystkie odcinki specjalne. Każdy ma swój własny, wyjątkowy charakter.”
Ale jeden jednak wyróżnił.
„Spalona jest prawdopodobnie najbardziej ekscytującą drogą dla Audi Quattro.”
Trudno o lepszą rekomendację dla jednego z najbardziej charakterystycznych odcinków Polskiego Rajdu Legend.
Race, fajerwerki i tłumy. To wszystko widać z samochodu
Jedno z pytań, które szczególnie nas interesowało, dotyczyło kibiców.
Stojąc przy trasie łatwo odnieść wrażenie, że kierowca skupiony na prowadzeniu samochodu nie jest w stanie dostrzec wszystkiego, co dzieje się wokół niego.
Ivars szybko rozwiał te wątpliwości.
„Z wnętrza samochodu widać, jak bardzo ludzie cieszą się tym widokiem. Race dymne i fajerwerki, to wszystko udziela się również osobom w aucie.”
I tutaj pada chyba jedno z najważniejszych zdań całej naszej rozmowy:
„Celem jest efektowny drift, dzięki któremu widzowie mogą poczuć klimat rajdów Grupy B z lat 80.”
Tłum tylko dodatkowo podkręca atmosferę.
„Liczny tłum zdecydowanie wnosi mnóstwo ekscytacji i emocji, a także pragnienie zaprezentowania pięknego występu.”
To działa więc w obie strony.
Kibice przyjeżdżają zobaczyć Quattro. Kierowca widzi ich reakcję i chce dać im jeszcze więcej.
Audi, które powstało z marzenia dwóch braci
Za tym samochodem kryje się jednak znacznie więcej niż efektowne przejazdy.
To wspólne marzenie Ivarsa i Andrisa Velme.
Dziś mogą robić dokładnie to, o czym wcześniej marzyli.
„Zbudowanie takiego samochodu było marzeniem moim i mojego brata. Udało się i teraz cieszymy się nim w pełni. To wszystko wydaje się jak spełnienie marzeń.”
To zdanie zmienia trochę sposób, w jaki patrzy się na ich występy.
Nie jest to fabryczny samochód przywieziony na pokaz przez wielki zespół.
To projekt dwóch braci, którzy chcieli zbudować samochód swoich marzeń, a następnie robić nim dokładnie to, do czego w ich oczach został stworzony.
A wszystko praktycznie z własnej kieszeni
Jest jeszcze jeden element tej historii, którego wielu kibiców może nie być świadomych.
Za występami braci Velme nie stoi ogromny budżet sponsorski.
Jak przekazała nam załoga, jedyną firmą wspierającą ich projekt jest MIRCO. Pozostała część środków potrzebnych do startów pochodzi z własnej kieszeni oraz pomocy znajomych.
To sprawia, że historia S1 E2 staje się jeszcze bardziej niezwykła.
Za każdym widowiskowym przejazdem stoją nie tylko paliwo, opony i części. Są za nim lata pracy, prywatne pieniądze i przede wszystkim ogromna pasja.
Dlaczego nadal wariujemy na punkcie 'Grupy B'?
Dzisiejsze samochody rajdowe są szybsze, bardziej precyzyjne i technologicznie znajdują się w zupełnie innym świecie.
A jednak wystarczy usłyszeć nadjeżdżające S1 E2, żeby przy trasie zaczęły pojawiać się telefony.
Według Ivarsa odpowiedź jest prosta.
„Myślę, że ludziom podoba się ten surowy wygląd. A najważniejsze jest brzmienie pięciocylindrowego silnika, niosące się echem po lasach odcinka specjalnego.”
I właśnie tego nie da się odtworzyć samymi liczbami.
Quattro trzeba zobaczyć i przede wszystkim usłyszeć.
„Polskim kibicom naprawdę zależy na rajdach”
Ivars zwrócił uwagę również na coś, co wyróżnia publiczność Polskiego Rajdu Legend.
Nie chodzi wyłącznie o jej liczebność.
„Od razu widać, że rajdy to coś, na czym polskim kibicom naprawdę zależy.”
Łotysz zauważył również sposób, w jaki fani przygotowują się do imprezy.
„Każdy fan przygotowuje się do takiego wydarzenia w imponujący sposób, od trąbek pneumatycznych, rac i specjalnych strojów, aż po notatniki i koszulki pokryte zebranymi autografami.”
Dla zawodnika przyjeżdżającego z zagranicy takie szczegóły najwyraźniej robią wrażenie.
Polski Rajd Legend już wśród najlepszych?
Jeszcze mocniejsze słowa padły, kiedy zapytaliśmy Ivarsa o porównanie polskiej imprezy z innymi wydarzeniami typu Rally Legend.
„Już po dwóch edycjach zdałem sobie sprawę, że to Polska będzie miejscem, w którym odbędzie się naprawdę spektakularne wydarzenie tego rodzaju.”
Velme pochwalił również organizatorów za zgromadzenie tak dużej liczby historycznych samochodów i przygotowanie całej imprezy.
Jego ocena jest bardzo konkretna:
„Uważam, że już w tym roku można ją zaliczyć do grona najlepszych wydarzeń z serii Legend.”
To bardzo mocna rekomendacja ze strony kierowcy, który zna atmosferę tego typu wydarzeń również poza Polską.
Nie wszystko poszło zgodnie z planem
Tegoroczny występ braci Velme nie był jednak pozbawiony problemów.
Ivars nie przejechał wszystkich zaplanowanych odcinków. Zapytany o najbardziej ekstremalny moment rajdu odpowiedział z charakterystycznym dystansem:
„W zeszłym roku zdarzały się takie momenty, co wiemy z nagrań, ale w tym roku nie udało mi się przejechać kilku odcinków, więc było dość spokojnie.”
Najważniejsze jest jednak to, co powiedział później.
Problemy nie zmieniły jego stosunku do polskiej imprezy.
Wręcz przeciwnie.
„Z pewnością wrócę”
Na pytanie, czy zobaczymy braci Velme ponownie podczas kolejnej edycji, Ivars nie potrzebował długiego zastanowienia.
„Z pewnością wrócę. Takiego wydarzenia nie można przegapić!”
A na zakończenie naszej rozmowy skierował kilka słów bezpośrednio do polskich kibiców:
„Jestem wdzięczny za zdjęcia i filmy, które przesłaliście i w których mnie oznaczyliście. Dziękuję za miłe słowa. Przepraszam, że nie udało mi się sprawić Wam radości ukończeniem wszystkich odcinków specjalnych, ale sprzęt to tylko sprzęt. Do zobaczenia za rok.”
I chyba właśnie „do zobaczenia za rok” jest najlepszym zakończeniem tej historii.
Bo Ivars i Andris Velme stali się już jedną z tych załóg, z którymi trudno wyobrazić sobie kolejną edycję Polskiego Rajdu Legend.
Ich Audi Sport Quattro S1 E2, charakterystyczny dźwięk pięciu cylindrów i sposób, w jaki Ivars rzuca samochód w zakręty, sprawiają, że na ich przejazdy po prostu się czeka.
Dla wielu kibiców to właśnie takie załogi są jednym z głównych powodów przyjazdu na Rajd Legend. Nie tylko po to, żeby zobaczyć kultowy samochód stojący w parku serwisowym, ale żeby zobaczyć go jadącego tak, jak zapamiętaliśmy Grupę B z archiwalnych nagrań: szybko, głośno i szeroko.
A skoro Ivars mówi już o powrocie, pozostaje tylko czekać.
Ivars i Andris Velme oraz Audi Quattro S1 E2 mają wrócić na polskie oesy. I można być niemal pewnym, że tysiące kibiców znów będą czekały na nich przy najbardziej widowiskowych zakrętach.
Zdjęcia: Davei.am / Kuba Akoński
Partner załogi Ivarsa i Andrisa Velme: MIRCO https://mirco.pl/en/
Share this article
Press Release+
More from ANS News
Distribution
Part of the ANS News Network
Published by Lemax Ltd
Want to be featured?
Start publishing professional articles across the ANS network — your first one's free
Try Your First Article Free

